Co dalej z polskimi jabłkami, sokami i cydrem?

Na to pytanie próbowała odpowiedzieć, we wtorek (4 listopada), prawie cała stolica. „Frajerzy”, według Ministra Sawickiego, skracali dystans, wysypując jabłka na trotuar pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. W tym samym czasie, w samym sercu Warszawy, przy ulicy Wspólnej, w budynku Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi trwała konferencja prasowa pod chwytliwym i popularnym szyldem: „ Jedz jabłka, pij cydr!”.

Dostrzegając bardzo trudną sytuację polskich sadowników, trzy duże organizacje: Krajowa Unia Producentów Soków, Polska Rada Winiarstwa i Związek Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej zorganizowała konferencję, nad którą patronat objęło Ministerstwo Gospodarki, jak również Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Do panelu dyskusyjnego zostali zaproszeni:  Poseł Mirosław Maliszewski, Przewodniczący Związku Sadowników RP  Julian Pawlak, Prezes Krajowej Unii Producentów Soków  Jacek Jantoń, Prezes firmy Jantoń  Robert Ogór, Prezes firmy Ambra  Grzegorz Bartol, Wiceprezes spółki Bartex-Bartol  Andrzej Sadowski, reprezentujący Centrum im. Adama Smitha

Życie z embargiem

Z oficjalnej części spotkania można było dowiedzieć się o unijnych formach pomocy dla sadowników w związku z wprowadzonym przez Rosję embargiem na nasze rodzime owoce i warzywa. Te ustanawiające tymczasowe nadzwyczajne środki wsparcia dla producentów niektórych owoców i warzyw pochłoną 125 mln euro na wszystkie kraje członkowskie. Podział środków odbywa się na zasadzie „kto pierwszy”. Podkreślano ogromne zaangażowanie polskich producentów, co dziwić na pewno nie może w obecnej sytuacji. Aż 80% wszystkich wniosków pochodziło właśnie z Polski. Obecnie trwa ich weryfikacja. Mirosław Maliszewski chłodno ocenił, że sytuacja nie jest dobra, jeśli chodzi o polskich producentów, szczególnie tych zajmujących się produkcją owoców. Ubiegłoroczny eksport to 1,2 mln ton świeżych deserowych jabłek. Głównymi kierunkami eksportu była Europa Wschodnia z dominacją rynku rosyjskiego i właśnie na ten rynek bezpośrednio sprzedaliśmy 700 ton z tej całej eksportowej puli. – Mamy potwierdzone informacje, że poprzez Białoruś i Kazachstan (kraje tworzące Unie Celną z Rosją) trafiło kolejne kilkaset tysięcy ton. Więc oceniamy, że na rynek rosyjski docelowo mogło trafić nawet milion ton naszych jabłek, podkreślił Poseł Maliszewski. Kolejną formą wsparcia pochodzącą z Unii Europejskiej dla producentów, które przysługuje Polsce będzie dotyczyć do 18 750 ton jabłek i gruszek. Na pytanie, czy rynek rosyjski jest dla nas już stracony na zawsze, Poseł Maliszewski odpowiedział: – My oczywiście nie traktujemy rynku rosyjskiego jako straconego. Nad tym rynkiem pracowaliśmy kilkanaście lat, na tym rynku mamy wypracowaną pozycję, wypracowane zasady. Mamy partnerów, z którymi świetnie współpracowaliśmy w minionych latach. Mimo że często propaganda rosyjska mówi, że konsumenci radzą sobie bez polskich jabłek i że biznes na tym nie straci, to wiemy dobrze, że oddolne sygnały od konsumentów są inne – oni chcieliby nadal kupować polskie jabłka. A rosyjski biznes nadal chciałby na nich robić pieniądze.

Jak wspierać sadowników?

Trzema głównymi założeniami sposobów wsparcia dla sadowników jest przede wszystkim dywersyfikacja eksportu, w tym poszukiwanie nowych rynków zbytu. Szukanie ich tak w Europie, jak i w Azji, i obu Amerykach. Nie jest to łatwy proces, ponieważ te alternatywne dla rosyjskiego rynki są już zagospodarowane, często chronione barierami celnymi i administracyjnymi. Proces „otwierania” się tych rynków trwa cały czas, na bieżąco reagując na zmieniającą się sytuację międzynarodowej polityki. Natomiast, lokalnie wspieranie sadowników polegać ma na zwiększeniu krajowej konsumpcji rodzimych jabłek. A tym samym na popularyzacji przetworów robionych z jabłek w tym: chipsów jabłkowych, dżemów, soków i oczywiście cydrów.

Polska jest w Europie największym producentem jabłek, natomiast pod względem spożycia soków zostajemy daleko za europejską czołówką. Przeciętny Polak w ciągu roku wypija ok. 3 litrów soków i nektarów z jabłek, a przykładowo Niemiec ok. 8 litrów. Obecnie na produkcję wszystkich soków wykorzystujemy ok. 1,5 do 2,1 mln ton jabłek, w tym tych wykorzystywanych na produkcję soków wypijanych w Polsce tylko 260 tys. ton. A przecież nie tylko soki z jabłek można pić.

Kraina cydrem płynąca

Cydr daje możliwość zagospodarowania nadwyżek jabłek również ze starszych upraw jabłoni i odmian mało popularnych wśród konsumentów. Według danych przedstawionych na konferencji w ciągu następnych 5 lat rynek cydrów może osiągnąć 2,5% rynku piwa. Czyli wyprodukujemy ok. 90 mln litrów cydru, co zwiększy zagospodarowanie dodatkowych 100 tyś. ton jabłek. Jest to nieoceniona pomoc nawet dla kilku tysięcy rodzimych gospodarstw utrzymujących się z sadownictwa. Podkreślić na pewno trzeba, że cydry wyprodukowane w Polsce charakteryzują się wysoką jakością gwarantowaną w Ustawie o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich, obrocie tymi wyrobami i organizacji rynku wina, która jasno określa, że zawartość moszczu jabłkowego lub soku jabłkowego w cydrze nie może być mniejsza niż 60%. Oznacza to, że polski cydr to bogata i solidna tradycja produkcji połączona z wysokiej jakości surowcami gwarantującymi produkty najwyższej jakości. Korzyści dla gospodarki które popłyną wraz ze strumieniem wytwarzanego cydru w Polsce będą wymierne. Będzie to na pewno dywersyfikacja eksportu i stworzenie rozpoznawalnej na świecie polskiej marki. Produkcja cydru da możliwość eksportowania nie tylko samego surowca, ale również wysokiej jakości naturalnego produktu końcowego. Będzie to ogromna szansa na rozwój lokalnej przedsiębiorczości. Ustawa winiarska z 2011 roku, co warto przypomnieć i podkreślić, zezwala każdemu, kto posiada co najmniej 1 ha sadów wyprodukować, rozlać i sprzedać do 10 tys. litrów cydru rocznie. Co pozwala na powstawanie na rynku cydrów regionalnych, a nawet lokalnych, wzbogacając swoim istnieniem również atrakcyjność turystyczną danych terenów. Nie wspominając już o przychodach z podatków do budżetu państwa.

A w praktyce

Teoretyczne metody rozwiązywania wszelakich problemów zapowiadają się obiecująco, jednak jak to często w życiu bywa, praktyczna strona jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. Jesteśmy w trudnej sytuacji, ponieważ dotychczasowe propozycje Komisji Europejskiej, które były przedstawione sadownikom, były nie do zaakceptowania i zwyczajnie niewystarczające dla ich potrzeb. Pozostają oczekiwania, aby w najbliższym czasie tak polska, jak i unijna administracja pomogła rozwiązać narastający, z każdym dojrzałym jabłkiem, problem. Miejmy nadzieję, że wszelkie składane z taką lekkością i pewnością obietnice nie będą tylko przedwyborczymi mrzonkami. A jeśli politycy naprawdę chcą pomóc w promocji cydru, niech zaczną od pozwolenia na reklamowanie go, bo wielką niesprawiedliwością jest, że piwo można reklamować, a cydru nie. Bo niby dlaczego nie?, pytają producenci cydrów. Podsumowując, może zwyczajnie szkoda, że w całej pięknej idei dyskutowania i teoretyzowania o przyszłości sadownictwa i polskiego cydru nikt nawet nie zająknął się, że ledwie kilka przecznic dalej, w czasie trwania opisywanej konferencji, kilkuset sadowników przemierzało w proteście Trakt Królewski – Aleje Ujazdowskie, Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. Zaopatrzeni w wołające o pomoc hasła na sztandarach i jakby niesłyszalne w Sejmie gwizdki. Pokojowy pochód utrudniający komunikację w mieście był zwyczajnie przemilczany, nie wzbudził większych emocji, poza frustracją spóźniających się warszawiaków.

Smutny w tym wszystkim jest fakt, że nie chodzi już tylko o zmarnowaną żywność czy ciężką pracę sadowników, ale w wielu przypadkach o brak środków na życie dla wielu rodzin. I jako obywatele europejskiego, podobno rozwijającego się, kraju w aktualnej sytuacji sadownicy rzeczywiście mogą czuć się frajerami, których państwo polskie zwyczajnie pozostawiło samym sobie.

 

Zuzanna Zaczek

Dodaj komentarz przez FB