Cydr z Trzebnicy

Pan Henryk Nowakowski jest uosobieniem cydrosza-pasjonata. Przekazywane z pokolenia na pokolenie umiejętności i wiedzę wykorzystuje do produkcji własnego jabłecznika, który znajduje uznanie wszędzie, gdzie się pojawi. Pan Henryk z wielką pasją nie tylko wytwarza cydr, ale i o nim opowiada. Pozostaje mieć nadzieję, że Jabłecznik Trzebnicki wkrótce trafi do sklepów i lokali.

Skąd pomysł na produkcję cydru? Kiedy zaczął Pan swoją przygodę z jabłecznikiem?
Henryk Nowakowski: W rodzinie Mackiewiczów (rodzinie mojej mamy) na Wileńszczyźnie w Nowej Wilejce k. Wilna (obecnie dzielnica Wilna), gdzie mieszkali do końca II wojny światowej, jabłecznik był wytwarzany od pokoleń. Następnie robili go mój dziadek Bronisław Mackiewicz i stryj Ignacy Mackiewicz w Żmigrodzie na Dolnym Śląsku, gdzie osiedlili się po wojnie. Jako dzieci z moim bratem Krzysztofem uczestniczyliśmy w wyciskaniu soku z jabłek prasą przywiezioną jeszcze z Nowej Wilejki. Prasa ta jest w użyciu po dzień dzisiejszy. Po latach, kiedy zabrakło dziadka i stryja, jabłecznik był dalej przez nas robiony. Pity był głównie w rodzinie, w gronie przyjaciół i znajomych, czasem był dawany w prezencie przy różnych okazjach. W roku 2009 zaproszono mnie do LGD (Lokalnej Grupy Działania – przyp. red.) w Trzebnicy i zaproponowano udział w IX edycji konkursu „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”. Zaprezentowałem Powidła Jadwiżańskie – czereśniowe, sporządzone według starej receptury mojej babci. Powidła te znalazły uznanie komisji i otrzymały I nagrodę w kategorii produktu roślinnego w 2009 roku we Wrocławiu. W roku 2010 uczestniczyłem w X edycji konkursu. Tym razem zgłosiłem Jabłecznik Trzebnicki – Cydr. Ku mojemu zaskoczeniu jabłecznik zdobył I nagrodę w kategorii napojów. Po takim wyróżnieniu postanowiłem jabłecznik zaprezentować szerszej społeczności. Moja przygoda z jabłecznikiem trwa więc od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku do teraz, z przerwami.

Jabłka do produkcji cydru pozyskuje Pan z własnego gospodarstwa? Jaka jest jego powierzchnia i jakie odmiany Pan uprawia?
H.N.: Mam gospodarstwo rolne o powierzchni około 30 ha. Jabłka do robienia jabłecznika są po części moje, po części od przyjaciół rolników.

Z jakich odmian powstaje Pana jabłecznik? Ściśle przestrzega Pan proporcji czy każdego roku są one nieco inne?
H.N.: Jabłecznik powstaje z jesiennych odmian jabłek. Do wyrobu używam jabłek: Idared, Lobo, Macintosh, Champion, Reneta, Cortland, Jonatan, czasem innych. Nie przestrzegam ścisłych proporcji przy dobieraniu jabłek, często eksperymentuję. Do tej pory robienie jabłecznika traktowałem jako hobby, które uprawiałem z wielką przyjemnością.

Wspomniał Pan, że Pana cydr zdobył główną nagrodę w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów” w 2010 roku. Czy Pana jabłecznik może się poszczycić innymi wyróżnieniami? W jakich akcjach promocyjnych bierze Pan udział?
H.N.: Jabłecznik prezentowany był na: Targach Polagra 2010, Jarmarku Cysterskim w Trzebnicy, Święcie Dyni w Ogrodzie Botanicznym we Wrocławiu, Święcie Dolnego Śląska w Oleśnicy, Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu-Leśnicy, a ostatnio na V Festiwalu Dobrego Smaku w Poznaniu i w innych miejscach. Z przyjemnością chcę powiedzieć, że wszędzie cieszył się dużym zainteresowaniem i dobrą opinią.

Czy Pana jabłecznik dostępny jest w sklepach?
H.N.: Mój jabłecznik nie jest obecnie dostępny w sklepach. Jestem na początku drogi, abym jako rolnik mógł wytwarzać i sprzedawać cydr, na co pozwala mi nowa ustawa winiarska.

Oprócz jabłecznika produkuje Pan również powidła i ocet. Planuje Pan poszerzenia „asortymentu” i zakresu działalności?
H.N.: Tak, oprócz jabłecznika w moim gospodarstwie robię różne powidła z ukierunkowaniem na jabłkowe (tak zwane masło jabłkowe), naturalny ocet jabłkowy, w przyszłości sok jabłkowy nieklarowany. Mieszkam w Trzebnicy, „zagłębiu jabłkowym”, i dlatego chcę zająć się wszechstronnym zastosowaniem i wykorzystaniem jabłka.

Małgorzata Przybyłowicz

Dodaj komentarz przez FB