Czym cydr nie jest?

Do tej pory w Polsce pojawiały się od czasu do czasu teksty o tytułach „Czym jest cydr?”. Zauważyłem jednak, że wcale nie wpływają one na świadomość konsumentów i ogromne rzesze ludzi w dalszym ciągu dają się nabrać na wszystko, co ma na etykiecie napisane „cider”. Warto może by więc napisać o tym, czym cydr w żadnym wypadku nie jest, jak nie powinien smakować i wyglądać i przestać wreszcie dać się nabijać w butelkę przez producentów i marketingowców.

Cydr to ani piwo, ani wino. Cydr to cydr. Nie piwo jabłkowe, nie piwo cydrowe, ani nie wino jabłkowe. Nie pół piwo/pół wino. Nie coś pomiędzy. Cydr to cydr. Z winem łączy go nieco podobna metoda produkcji, z piwem – przynajmniej w Wielkiej Brytanii – marketing (pija się go w pubach, sprzedaje w puszkach itd.).

Wszyscy wiemy (mam nadzieję), że cydr to nic więcej jak tylko przefermentowany sok z jabłek. Może być z dodatkiem wody, drożdży, siarczynów, słodzika, cukru lub czystego soku. I tyle. Nie powinien być pasteryzowany, filtrowany ani kolorowany. Ta utopia jednak często upada w zderzeniu z rzeczywistością. Wielkie kompanie cydrowe, produkujące ten napój na masową skalę nie mogą nie pasteryzować cydru, bo nie postoi długo na półce (stąd siarczyny). Żeby nie był zbyt mocny, można go nieco rozcieńczyć, żeby zrobić cydr słodki, potrzeba dodać do niego nieco cukru lub słodzika.

Z sokiem sprawa wygląda nieco inaczej. Gdy go się doda jabłecznik, straci swój wyjątkowy charakter, gdyż – to ważne – CYDR NIE SMAKUJE JAK SOK JABŁKOWY! Tak jak kefir to nie to samo co mleko. Niby proste, ale nie wszyscy to wiedzą. Gdy więc wyczujecie w cydrze posmak soku, znaczy to, że albo ktoś uznał to za naturalny „dosładzacz” lub też, co również prawdopodobne, zrobił coś źle na etapie fermentacji i teraz musi swój napój ratować. Oczywiście, posmak jabłek w cydrze jest wręcz esencjonalny, ale jest on inny niż w soku. Jabłka są ważne tak samo jak taniny, kwaśność, słodycz, posmak fermentacji… cydr to naprawdę skomplikowany trunek i wiele warstw smaku!

Co zaś z dodatkiem soków innych niż jabłkowy? Co z cydrami smakowymi? Na te pytania odpowiedź jest prosta. Otóż, nie powinny one istnieć. Cydr ma sam w sobie tyle smaku, że nie ma potrzeby dodawać do niego jakichkolwiek innych. Kiwi, maliny, truskawka, śliwka, wiśnia – można nazywać te napoje, jak tylko chcecie, ale na Boga, nie nazywajcie ich cydrem. Nie dajcie się nabrać nikomu, kto pisze na swoich puszkach na przykład: „Cherry cider”. Wino jest z winogron, cydr z jabłek, perry z gruszek, a z innych owoców jest na pewno coś, co nazywa się inaczej. Trochę podchwytliwa sprawa jest natomiast z cydrami gruszkowymi. Robiony podobnie do cydru alkohol z gruszek zwyczajowy zwie się „perry”. Ale ponieważ do niego mogą być używane gruszki tylko specjalnych odmian, to pozostałe napoje podobnego typu zwą się „pear cider”.

Niestety, cydr promowany jest często jako napój na lato. Bo jest słodki (jasne…), orzeźwiający (to już bardziej) i powinien być jako taki pity z lodem. Ogromna bzdura. O ile nie pijecie pseudo-cydrów typu Rekorderlig czy Somersby (które smakują jak słodziutkie oranżadki), nie ma żadnego powodu, aby swój cydr rozwadniać lodem. W końcu jest to alkohol o bogatym smaku. Lodówka będzie dużo lepszym rozwiązaniem, ale tak naprawdę, dobry cydr można pić, nawet jeśli ma temperaturę pokojową. Zmrożony traci swój smak i długo czasu musi się odstać, aby go odzyskać.

A przy okazji, to nie dajcie się też nabrać na silnie gazowane cydry. Dwutlenek węgla nie jest do niczego potrzebny, poza tym, że bąbelki unoszą zapach do nosa. Warto poczekać, aby minęły i nie przeszkadzały w smakowaniu. To też jest wymysł marketingowców, e my, konsumenci, chcemy napojów słodkich, gazowanych i klarowanych. A czego jeszcze na pewno chcemy? Na pewno tego żeby na etykiecie był napis: „Premium Quality”, „Organic”, „Original” czy „Kosher” (!!!). Nawet jeśli nie spełniają żadnych cydrowych norm. Ale MY przecież tego chcemy. Jak widzimy coś takiego, to kupujemy więcej. A przynajmniej tak mi ostatnio próbowano wmówić.

Przy okazji, czy wiecie, że brytyjskie prawo pozwala na istnienie cydru w którym jest tylko 30% sfermentowanego soku? Chcielibyście taki pić? Nie przypuszczam. Ci, którzy na swoich produktach piszą tak często „premium quality”, zapominają równie często o podaniu składu swojego cydru. Niestety, w wielu wypadkach ukrywają kilka niezbyt przyjemnych rzeczy (polecam poszukać w internecie składu Strongbow’a), z których często najmniejszym przewinieniem jest fakt użycia koncentratu jabłkowego, co już jest ogromnym błędem, którego nawet szanowane firmy takie jak Thatcher’s się nie ustrzegły.

Od niedawna cydr reklamowany jest jako napój dla kobiet – alternatywę dla piw smakowych. Oczywiście te wszystkie słodziutkie oranżadki być może smakują bardziej płci pięknej, ale cydr, ten prawdziwy, to trunek dla fanów cydru, tak samo jak whisky jest dla tych, który lubią whisky, piwo dla piwoszów i tak dalej. Jeśli mi nie wierzycie, wybierzcie się do Somerset, odnajdźcie lokalnego producenta i powiedzcie mu, że jabłecznik to „babski” napój. Bójka murowana.

Ulżyło mi trochę, ale nie na tyle jeszcze, aby nie napisać, że w tej chwili w Polsce, dla kogoś, kto nie mieszka w jakimś nieco większym mieście, zostanie fanem cydru graniczy z cudem. Nie dość, że duża część sprowadzanych do nas „cydrów” nie powinna pod żadnym pozorem się tak nazywać (Sun Cider, Kiss w wersjach smakowych, Lucky Dog, Rekorderlig), przy których nawet pogardzany przez znawców cydru w Wielkiej Brytanii Strongbow to coś niesamowitego, a Magners to niemal kawałek nieba, to nawet zakupienie takich wynalazków nie jest takie proste. I szczerze mówiąc, wątpię, żeby to miało szansę się zmienić. Jeśli mieszkacie jednak w dogodnym miejscu, takim jak Kraków, Warszawa czy Wrocław, mogę polecić odwiedziny w lokalnych supermarketach takich jak Carrefour, Marks & Spencer czy Piotr i Paweł, w których dostaniecie bez problemu cydr francuski oraz brytyjski, oraz poszukanie w mniejszych sklepach z alkoholami jabłeczników Westons, które są w tej chwili najlepszymi, jakie można u nas dostać.

 

 

 

 

Rafał Ziemba

Dodaj komentarz przez FB