Green Goblin

Jednym z popularniejszych współczesnych brytyjskich browarów jest Wytchwood. Cała ich działalność jest szczególna, gdyż upodobali sobie stylistykę fantasy. Ich piwa więc nazywają się na przykład Hobgoblin, Wychcraft czy Goliath. A ich cydr… Green Goblin!

„No jak to?” – zapytacie – „przecież Green Goblin produkowany jest przez Thatcher’s”. No i będziecie mieć rację. Wpuszczałem Was trochę w maliny. Ale tylko trochę. Otóż rzecz ma się tak, że Green Goblin był faktycznie cydrem robionym przez Thatcher’s, ale właśnie dla browaru Wytchwood, i pod ich logiem figurował aż do 2010 roku, kiedy to Thatcher’s postanowili sprzedawać go pod swoją marką. Ale poza nazwą właściciela nic się nie zmieniło. Nawet cały design etykiety pozostał ten sam, i na pierwszy rzut oka widać, że wyszedł spod ręki grafików Wytchwood Brewery. Czemu zaś nasz Zielony Goblin zawdzięcza swoją nazwę? A no temu, ze pochodzi z lasu. Ściślej mówiąc, ze stuletnich, drewnianych beczek. Green Goblin wydaje się być najpopularniejszym z cydrów Thatcher’s. Jest eksportowany do wielu krajów europejskich (oczywiście Polska się do nich nie zalicza…), a w swej ojczyźnie można go bez problemu dostać w wielu supermarketach.

Co jednak już wiem po przygodach ze Strongbow czy Olde English – popularne nie musi oznaczać smaczne. Ale Green Goblin przekonuje mnie, że wraz z pierwszym łykiem moje kubki smakowe zatańczą ze szczęścia. Mocne stwierdzenie. Na początek ucieszyły się moje oczy, gdyż Goblin wcale nie jest zielony. Cydr ma piękny, głęboki, pomarańczowy kolor. Już od jakiegoś czasu takiego nie widziałem. W chwilę później uszy rozkoszowały się przyjemnym, cichym, niemal niesłyszalnym sykiem, a nos gdyby mógł, to by się uśmiechnął (ale nie może gdyż jest nosem), ponieważ zapach jaki do niego dotarł to aromat prawdziwego cydru. Ja sam uśmiechnąłem się wszystkim czym tylko mogłem, gdyż po spróbowaniu Green Goblina nie tylko moje podniebienie chciało tańczyć, ale cały chciałem puścić się w tan radości. Dużo ciepłych tanin, umiarkowana słodycz i delikatna kwaskowość. Może końcówka jest nieco zbyt kwaśna, ale nie jest to koniecznie wada.

Green Goblin spełnia wszystko to, czego oczekuję po cydrze i choć jest to niestety produkt z rodzaju tych przemysłowych, to znajduje się już po stronie prawdziwych cydrów. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby go tak nie filtrować i nie kontrolować! Ale nie ma się co oszukiwać, rynek ma swoje prawa, a jeśli Thatcher’s są w stanie zapewnić cydr tej jakości masom, to ja jestem całym sercem za! Green Goblin to kolejny świetny brytyjski cydr, który obok Black Rat, Westons 2010 Vintage, Burrows Hill Somerset Cider i Aspall Premier Cru Cyder wszedł do mojej ścisłej czołówki. Polecam go Wam wszystkim. Jeśli tylko będziecie mieli okazję go kupić, zróbcie to – najlepiej od razu kilka butelek, bo gwarantuję, ze ciężko się od niego oderwać. I tylko jedna rzecz nie daje mi spać… dlaczego Green Goblin na etykiecie jest niebieski?! 🙂

Nazwa: Green Goblin
Producent: Thatcher’s
Kraj pochodzenia: Wielka Brytania (Anglia)
Smak: 78/100
Kolor: 80/100
Gazowany: średnio
Klarowany: bardzo
Butelka: 500 ml
Alkohol: 6%
Duży plus: brak
Duży minus: brak
Ogółem – 79/100

Rafał Ziemba

Dodaj komentarz przez FB