Lucky Dog Pear

„Z dołu do góry/z góry na dół” – tak śpiewała kiedyś Olga Jackowska w przeboju Maanamu „Raz – dwa, raz – dwa”. Tak też sytuacja przedstawia się w moich recenzjach – po świetnym cydrze francuskim czas na okropny cydr z Łotwy – Lucky Dog w wersji gruszkowej. Było to moje pierwsze spotkanie z cydrem Lucky Dog. Pierwsze z dwóch i z całą pewnością więcej już ich nie będzie.

Zaczęło się tak, że w poszukiwaniu nowych cydrów zawędrowałem do sklepu w okolicach krakowskiego Małego Rynku. W lodówce obok Sun Cider oraz Kiss znalazłem małe (275ml) buteleczki łotewskiego trunku. Najpierw kupiłem tradycyjny, jabłkowy. Po chwili jednak coś mnie podkusiło, wykonałem „w tył zwrot” i zainwestowałem w droższą (ponad 5zł!) wersję gruszkową. Tego dnia jechałem busem do mego rodzinnego miasta, pomyślałem więc, że zimny cydr w drodze świetnie się sprawdzi. W dodatku na następny dzień miałem zdawać egzamin magisterski, więc wypadało się jakoś wyluzować. Butelka była zakręcana, więc idealna na podróż. Nie będę miał przeto szansy rozwodzić się nad kolorem Lucky Doga – w żaden sposób nie miałem możliwości przelać napoju do kufelka czy szklaneczki. Nieważne, że etykietka jest brzydka i nie zachęca.

Kilka minut po opuszczeniu dworca PKS odkręciłem nakrętkę i poczułem… trudno w zasadzie mi określić co. Z całą pewnością był to alkohol, ale także bez cienia wątpliwości nie zapowiadał się na smaczny. Chemiczny płyn i rozpuszczone w nim landrynki. Zrobiło mi się nieco wstyd, bo intensywny zapach rozniósł się po całym busie. Ale nie miałem już odwrotu i musiałem tego „cydru” skosztować.

Pierwszy łyk był ostrożny, co było bardzo mądre z mojej strony. Lucky Dog był tak obrzydliwie słodki, że aż gryzł w gardło. Po przełknięciu natomiast zostawił mnie z goryczą w ustach.. Co to był za smak, to aż trudno opisać. Z gruszkami ani z jabłkami nie miało to nic wspólnego. Słodko-gorzki płyn przypominał gorszą wersję taniego wina. Na pewno to „coś” jest z owoców? Rzut oka na etykietkę, a tam dumny napis „cydr jabłkowy o smaku gruszkowym” – do tej pory myślałem, że tylko Pudelsi są w stanie wpadać na podobne niedorzeczności (na drugiej płycie grupy jest utwór „Sok malinowy z jeżyn”).

Lucky Dog w wersji gruszkowej to więc ani cydr (bo on musi mieć smak jabłkowy), ani też perry, bo on z kolei musi być robiony z gruszek. Ten „Szczęśliwy pies” to tak naprawdę więc ni pies, ni wydra. Do domu jechałem ponad cztery godziny i w tym czasie nie dałem sobie rady z tą malutką buteleczką. Najprostszymi słowami – nie dało się tego pić. Nie wiem, czy pamiętacie, ale kiedyś był taki napój alkoholowy, który zwał się Warka Strong Wine. Na jego butelce widniało ostrzeżenie: „Trzeciego nikt nie dopił”. Myślę, że można by je powtórzyć na butelkach łotewskiego Lucky Doga.

Nazwa: Lucky Dog (gruszkowy)
Producent: Latvijas Balzams
Kraj pochodzenia: Łotwa
Smak: 15/100
Gazowany: bardzo
Butelka: szklana, 275 ml
Alkohol: 5%
Duży plus: brak
Duży minus: smak oraz zapach
Ogółem – 15/100

Rafał Ziemba

Dodaj komentarz przez FB