Magners Pear Cider

Jaki jest najpopularniejszy cydr na świecie? W zależności od firmy, która się tym chwali, będzie to Strongbow (produkcji kompanii Bulmers) lub Magners. Oba dość smaczne i niezbyt drogie można spotkać w wielu krajach Europy Zachodniej. Dlaczego nie są regularnie dostępne w Polsce? Tego nie wiem – oto jeszcze jedna zagadka cydrowego rynku w tym kraju.

Popularność ma jednak swoją cenę. Bulmers oraz Magners to tak zwane „cydry przemysłowe”. Robione przez dużych producentów, na duży rynek, aby zadowolić jak największą liczbę osób. Choć powoduje to, że ich wyroby nie posiadają własnej duszy oraz charakterystycznego smaku, to jestem daleki od ich potępiania. Takie popularne cydry są bardzo potrzebne – stanowią świetną alternatywę dla piwa, mają tez walor czysto edukacyjny. Przecież gdyby nie one, to pewnie nie tylko ja nie zainteresowałbym się jabłecznikami. A to, że nie zadowalają one bardziej wyrafinowanego smakosza? No cóż, Sofii też nie piją znawcy wina, a przecież to dzięki jej cenie i dostępności wielu ludzi stwierdziło, że wino jest całkiem przyjemnym trunkiem.

Ja po raz pierwszy piłem Magnersa w 2009 roku w Barcelonie. Wtedy zrobił na mnie niewielkie wrażenie – byłem wyznawcą piwa, więc cydr wydał mi się cokolwiek dziwny w smaku. Ale obiecałem sobie spróbować raz jeszcze. Tak więc w tym roku na wakacjach znów skosztowałem Magnersa. A potem następnego. I tak poszło z górki… Magners, Strongbow, Bulmers, Brothers, Somersby – piłem wszystko ze słowem „cider” w nazwie, co tylko dało się znaleźć. Z wakacji przywiozłem sobie dwa małe skarby – Magnersa zwyczajnego oraz gruszkowego. W dużych, dość ciekawych butelkach o pojemności 568 ml. Skąd takie dziwactwo? Ano z tego, że w Irlandii (skąd pochodzi Magners) pije się na pinty.

Tak jakoś wyszło, że Magners Pear, to druga wersja perry czy tez cydru gruszkowego, którą mam przyjemność dla was opisywać. I od razu warto na wstępie zaznaczyć, że jest ona o wiele lepsza niż ta, którą proponuje producent Lucky Doga. Na początku rzuca się w oczy nietypowa butelka, a następnie napis „drink over ice”. Nie wiem jak Wy, ale ja nie zwykłem swojego ulubionego napoju rozrzedzać lodem. Może sprawdza się to w upalny dzień w knajpce do obiadu, ale ja mam w domu lodówkę z zamrażarką (nie to, żebym się chwalił) i to w zupełności mi wystarczy do odpowiedniego schłodzenia trunku. Ta instrukcja obsługi wynikła zapewne właśnie z „wakacyjności” Magnersa.

Gdy nie jesteście na urlopie i macie możliwość przelania cydru do szklanki lub kufla od razu dostrzeżecie, że jego kolor nie jest tak intensywny jak cydrów nieprzemysłowych oraz że jest ogromnie gazowany. Jest również wielce wodnisty, więc naprawdę już nie wiem, po co miałbym go jeszcze rozrzedzać lodem. Sytuacja wygląda tak samo, niezależnie od tego, czy wybierzecie zwykłego czy też gruszkowego Magnersa. Co ciekawe – również smak obu tych cydrów niewiele się od siebie różni. Choć między jabłkiem i gruszką jest oczywiście duża różnica, to w butelce Magnersa ulega ona zatarciu. Z początku nie czułem niemal nic, co mogłoby wskazywać na „gruszkowość” tego cydru. Niezbyt wyczuwalny zapach owoców oraz lekki posmak i niewielka goryczka po przełknięciu. To w zasadzie tyle. Byłem naprawdę bardzo zdziwiony, gdyż spodziewałem się czegoś… no po prostu innego.

Po chwili smutku spowodowanej tym zawodem, dopiłem resztkę butelki z przyjemnością. Bo to w końcu Magners – przyjemny cydr, który będę pijał zawsze, gdy tylko będę miał okazję. Bo co prawda nie rzuca on na ziemię smakiem, kolorem, konsystencją ani zawartością alkoholu (4,5% – trzeba sporo wypić, żeby naprawdę rzuciło na ziemię), ale stanowi idealny wakacyjny napój, który jest dokładnie i idealnie średni. Gdyby był w Polsce w rozsądnej cenie, to pewnie gościłby u mnie na stole częściej, a tak stanowi tylko pamiątkę z wakacji. Trudna sprawa z tym Magnersem. Stanowi on faktycznie idealny początek do dalszej przygody z cydrem. Jest również całkiem smaczny (choć bez fajerwerków). Ale czy ta cała przemysłowość nie jest jednak nieco odrzucająca? Magners jest sztucznie gazowany, zawiera nie do końca naturalne barwniki, nie wiadomo również, skąd pochodzą owoce używane do jego produkcji. Nie powiem, żebym się jakoś strasznie nad tym zastanawiał i myślał na ten temat, gdy tylko widzę Magnersa w sklepie. Ale po jakimś czasie jakiś wewnętrzny głos mi mówi, że jabłka i gruszki mają w sobie wszystko, czego potrzeba do zrobienia z nich alkoholu – więc po co te wszystkie eksperymenty i niewiadome?

Nazwa: Magners Pear
Producent: Magners
Kraj pochodzenia: Irlandia
Smak: 50/100
Kolor: 50/100
Gazowany: bardzo
Klarowany: bardzo klarowny
Butelka: szklana, 568 ml lub 330 ml
Alkohol: 4,5%
Duży plus: brak
Duży minus: brak
Ogółem – 50/100

Rafał Ziemba

Dodaj komentarz przez FB