Thistly Cross Original Cider (still)

Z czym kojarzy nam się Szkocja? Haggis, kilt, dudy, William Wallace, a może Arthur Conan Doyle? Sam miałem własnych typów wiele, ale na pewno nigdy nie kojarzyłem Szkocji z cydrem. Nie ulega wątpliwości, ze głównym towarem eksportowym i znakiem rozpoznawczym Szkocji jest whisky, ta „brązowa wóda na myszach”, jak to niegdyś w „Misiu” określono. Będąc niedawno w Edynburgu, nie miałem na nią jednak ochoty. Musiałem za to sprawdzić, czy te zimne, północne ziemie Wielkiej Brytanii są w stanie zaoferować mi swój własny cydr.

Szukałem go po supermarketach i lokalnych sklepach – nic. Oczywiście innych jabłeczników był szeroki wybór, ale ja się uparłem, że znajdę ten jeden jedyny lokalny – Thistly Cross. W końcu za namową mojej dziewczyny wszedłem do – o ironio – sklepu specjalizującego się w whisky i tam w lodówce z piwami czekała na mnie moja upragniona zdobycz. Z dwóch różnych do wyboru zdecydowałem się na ten o spokojnym charakterze („still”), dokupiłem jeszcze Burrow Hill Somerset Cider (ale to temat na inną opowieść) i pomaszerowałem do hostelu degustować.

Było to moje pierwsze zetknięcie z cydrem, który miał być niegazowany. Faktycznie, po otwarciu butelki niewiele zaszumiało, ale już po przelaniu do szklanki okazało się, że jednak są niewielkie bąbelki. Zapach jabłek był ulotny, alkoholu natomiast żaden, co jest dość ciekawe, gdyż Thistly Cross Original Cider ma aż 7,2%. Kolor był jasny, ale już z racji zawartości alkoholu wiadomo było, że cydr nie będzie wodnisty. Smak okazał się jednak nie aż tak wyrazisty, jak przypuszczałem. Jabłka było czuć tylko na początku, w posmaku zaś prawie wcale. Być może to wina tych szkockich jabłek z których był robiony? Chyba tak, bo producent zapewnia, ze Thistly Cross dojrzewa przez 6 miesięcy, tak więc smak i aromat powinny być na najwyższym poziomie. Mimo tego jednak, Thistly Cross Original Cider smakował mi bardziej, niż powinien. Pewnie swój wpływ na moje odczucia miał cudowny klimat Edynburga, ale tak czy inaczej, nie potępiłbym tego cydru w żaden sposób. Jest odświeżający, słodkawy (mimo że powinien być półwytrawny) i z jakiegoś powodu bardzo przyjemny.

Należy też odnotować fakt, że firma Thistly Cross została założona dopiero w 2008 roku (przez panów Petera Stuarta oraz Iana Rennie), więc nie ma ona jeszcze zbyt wielkiego doświadczenia w produkcji cydrów. Prawdopodobnie miotają się, czy ruszyć w stronę przemysłowych cydrów na masową skalę czy też pozostać małą firmą, która stopniowo wyrobi sobie markę wśród kapryśnych koneserów. Stąd prawdopodobnie wynika nieco nieokreślony smak Thistly Cross Original Cider. Ja jestem jednak dobrej myśli i wierzę, że jabłeczniki powstałe z „serca Lothian” jeszcze bardzo pozytywnie mnie zaskoczą.

Aha, i jeszcze taka mała uwaga już na sam koniec. Pod żadnym pozorem nie przejmowałbym się tym, ze Thistly Cross figuruje obok Magnersa, Bulmersa czy Scrumpy Jacka na liście CAMRA („Campagain For Real Ale”) pod hasłem „cydry nieuznawane za prawdziwe”. Skoro przy ich wymaganiach załapał się tam również Aspall czy niektóre gatunki Westons oraz Thatchers, to w zasadzie nie ma co się martwić o jakieś oszustwa i zaniżaną jakość.

Nazwa: Thistly Cross Original Cider (still)
Producent: Thistly Cross/Belhaven Fruit Farm
Kraj pochodzenia: Wielka Brytania (Szkocja)
Smak: 65/100
Kolor: 58/100
Gazowany: umiarkowanie
Klarowany: bardzo klarowny
Butelka: szklana, 0,5 l
Alkohol: 7,2%
Duży plus: brak
Duży minus: brak
Ogółem – 63/100

Rafał Ziemba

Dodaj komentarz przez FB